image image image

CHKŻ CHOJNICE - KAJAKARSTWO

Relacja wolontariuszki z obozu

Relacja Julity Golińskiej z obozu 2002.

"Potrzebujemy ich dokładnie tak samo jak oni nas".

W dniach 6-20 lipiec 2002 w Swornegaciach (Kaszuby) sekcja kajakowa "Szansa" Chojnickiego Klubu Sportowego "Kolejarz" i sekcja "Olimpiad Specjalnych z Chojnic zorganizowały obóz sportowo-rehabilitacyjny dla dwunastu sportowców i ośmiu wolontariuszy.

Obóz ten był ważnym ogniwem rocznego programu rehabilitacyjnego sekcji w których sportowcy i ich partnerzy trenują razem koszykówkę, pływanie a przede wszystkim kajakarstwo. W tej ostatniej dyscyplinie młodzież ze szkół średnich pełni rolę szczególną - podejmują odpowiedzialność za bezpieczeństwo w przeróżnych sytuacjach jakie bywają na wodzie oraz pomagają w indywidualnej pracy ze sportowcem będąc z nim na jednej łódce. Można powiedzieć, że kajakarzom w osadzie zunifikowanej, otwierają się wszystkie wody..

Tak opisuje obóz jedna z wolontariuszek Julita Golińska:

" Swornegacie - mała kaszubska wioska nad Brdą - okazała się doskonała bazą wypadową dla nas - kajakarzy. Uczestniczyliśmy w kilku jednodniowych spływach a każdy z nich był niepowtarzalny. Raz płynęliśmy szlakiem spokojnej Brdy i Zbrzycy poprzez malownicze jeziora , innym razem sprawdzaliśmy swoje umiejętności na meandrującej żwawo Chocinie.

Osada kajaka składała się ze sportowca i wolontariusza. Bycie w jednej łódce na dobre i złe uczyło zaradności i współżycia obydwu członków osady. Przede wszystkim trzeba dostosować swoje indywidualne nawyki techniczne do partnera tak, aby kajak mógł szybko sunąć po wodzie. Sportowcy (większość to chłopaki) dysponowali większą siłą i wytrzymałością , wolontariusze wcześniej spostrzegali i odpowiednio reagowali na przeszkody i zagrożenia. Dzięki obecności drugiej osoby w łódce można było dzielić się swoimi wrażeniami z obozu , wspólnie zachwycać się pięknem okolicy a w trudnych chwilach (z reguły pod koniec trasy) dodawać sobie otuchy śpiewając. Trzeba też czasem było się liczyć ze złym humorem swojego partnera i znaleźć na to sposób...

Inny rodzaj współzależności doświadczaliśmy na zajęciach na kajakach regatowych. Tu sukces utrzymywania się na powierzchni zależał przede wszystkim od sportowców, którzy mieli większe umiejętności w utrzymywaniu równowagi . Próby " nowych" nierzadko kończyły się wesołą wywrotką.

Obóz to nie tylko pływanie kajakiem . Zadaniem wolontariuszy było m. in. Organizowanie i zachęcanie wszystkich do wykonywania zwykłych czynności obozowych takich jak przygotowanie posiłków, sprzątanie, pranie czy czyszczenie kajaków. Wbrew pozorom to zajęcia bardzo lubiane.

Jakże przyjemnie pucowało się kajaczki, gdy świeciło słoneczko, Marcin i Tadzio uczyli wszystkich śpiewać piosenki żeglarskie, a od czasu do czasu, oczywiście przypadkiem woda zamiast kajak spłukiwała sąsiada.

Jednym z naszych obozowych zwyczajów było wspólne przygotowanie śniadań i kolacji . Czasami nam wolontariuszom wielki trud sprawiało wstanie na ranny dyżur. Z podziwem patrzyliśmy wtedy na Mirka czy Tadzia czekających wczesnym rankiem na rozpoczęcie dyżuru. Wspólne posiłki obfitowały w wiele zabawnych i miłych chwil.

Tradycyjnie urządziliśmy zawody, w których płeć piękna ("Babeczki") zmagała się z płcią brzydką ("Pytkami"). Konkurencje wymyślane na przemian przez rywalizujące drużyny przysporzyły nam sporo wesołej zabawy. Największy zaskoczeniem były zwycięstwa " Pytków " w typowo damskich konkurencjach i "Babeczek" w męskich. Turniej oczywiście wygrały dziewczyny!

Obóz był doskonałą okazją by poznać inne niepoznane na treningach strony sportowców.

Nieustanne przebywanie z drugim człowiekiem nie zawsze było prostą sprawą. Niektóre sytuacje uczyły znalezienia kompromisu, pójścia na ustępstwa i przezwyciężania swojego egoizmu. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, poświęcanie czasu drugiemu człowiekowi to jedna z największych wartości w życiu.

Sportowcy dzielili się z nami swoją szczerą radością z najmniejszych nawet rzeczy. Potrafili okazać sympatię czy pocieszać w taki sposób, że nie trudno było o łzy wzruszenia i szczęścia.

Koniec obozu przyszedł zdecydowanie za szybko. Trudno było nam wyrazić wdzięczność dla pani Basi i pana Tomka za cudowny obóz oraz dla państwa Borzyszkowskich za ciepłe przyjęcie w progach swojego gospodarstwa. Z łez wylanych przy pożegnaniu mogłoby powstać morze. Pocieszaliśmy się myślą o spotkaniach treningowych już we wrześniu i nadzieją na następny obóz .."

Polecamy